wtorek, 26 października 2010

czar prysł...

ja pierdolę. miałem dzisiaj wypadek, rower o którym marzyłem, który złożyłem i na który zbierałem przez ponad rok został zdewastowany przez idiotę w blachosmrodzie marki peugeot (cud, ze jestem w jednym kawałku). od jutra zaczynam wlkę o odszkodowanie. mam wciąż nadzieję,zę wystarczy wymienić widełki i kilka szpargałów, chociaż wybrzuszenie powstałe na ramie co najmniej mnie mierzi i nastraja przerażeniem. 

a dzisiaj rano jechałem i cieszyłem się, że udało mi sie z tym rowerem, poskładać go, znaleźć i w ogólę. 

wszystko jeden wielki chuj.

ta połówka roku zdecydowanie nie należy do najszczęśliwszych, los musi się w końcu odmienić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz