wciąż rozmyślam nad tym co by napisać i w jakiej formie o wypadzie do Mołdawii. z jednej strony im szybciej tym lepiej, opis nie traci szczegółów, dużo łatwiej byłoby to wszystko odtworzyć. jednak z drugiej strony dochodze do wniosku, ze mimo wszystko wolę chyba aby opowieść o minionej przygodzie wykrzywiła się trochę na skutek zapomnienia, a nie niepotrzebnych emocji, które mogłyby towarzyszyć przedwczesnemu opisowi. no tak czy inaczej zbieram się, a raczej zbieram myśli... myślę, że z pewnością sięgnąć będę musiał po pomoc chłopaków, ale z tym nie powinno być raczej problemów.
poza tym lato chyba nalezy zaliczyć do udanych, podróz postślubna do Chorwacji czy liczen spotkania z tymi krócej i dłuzej niewidzianymi.
póki co jeżdżę dużo na rowerze, aby nacieszyć się tym na okres po wyciągnięciu śrutu z obojczyka, co czeka mnie późną jesienią i wiązać się będzie bądź co bądź z pewnym okresem rekonwalescencji.
czas chyba wykorzystać jeden z ostatnich ciepłych weekendów i udac isę powłóczyc po lesie, tak czy inaczej... pogodnej jesieni i wielu kilometrów wśród usychających powoli czerwieniących się liści, strzała!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz