niedziela, 13 maja 2012

170

Ponieważ weekend majowy nie zaowocował szczególnymi atrakcjami w tym roku (fakt, ze nie udało mi się tym razem połamać jest już dosyć dużym sukcesem) w poprzednią sobotę tj. piątego maja postanowiliśmy karnąć się z łukaszem do sierakowa, stamtąd do krzyża i na spokojnie wrócić pociągiem. Ot taka stówka na rozgrzanie się na początku sezonu. Koło szamotuł było już wiadomo, że całkowity brak wyobraźni i wiedzy o własnych możliwościach pozwoli nam na stwierdzenie "no to wracamy spowrotem" i.. no i zrobilismy 170. Pewnie dla większości to nie za dużo, ale dla nas chwilowo życiówka (dobra łukasz 185 bo miał dalej do domu). Gdyby nie burza z perunami to rzuciłbym się na 200 w stronę Murowanej, ale na to przyjdzie czas. Tak czy inaczej da się, a trasa do Sierakowa poprzez Szamotuły, Ostroróg itp (chynchami) okazała się bardzo malownicza, polecam!

malowniczy pit stop w rokietnicy

byznes nie wybiera

chałwa na przystaku

no i droga powrotna

elo!

// Oczywiście zrobiliśmy sobie zdjęcia na wieśniaka rowerem u celu, ale ich nie wrzucę bo tego byłoby za dużo ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz