Ponieważ weekend majowy nie zaowocował szczególnymi atrakcjami w tym roku (fakt, ze nie udało mi się tym razem połamać jest już dosyć dużym sukcesem) w poprzednią sobotę tj. piątego maja postanowiliśmy karnąć się z łukaszem do sierakowa, stamtąd do krzyża i na spokojnie wrócić pociągiem. Ot taka stówka na rozgrzanie się na początku sezonu. Koło szamotuł było już wiadomo, że całkowity brak wyobraźni i wiedzy o własnych możliwościach pozwoli nam na stwierdzenie "no to wracamy spowrotem" i.. no i zrobilismy 170. Pewnie dla większości to nie za dużo, ale dla nas chwilowo życiówka (dobra łukasz 185 bo miał dalej do domu). Gdyby nie burza z perunami to rzuciłbym się na 200 w stronę Murowanej, ale na to przyjdzie czas. Tak czy inaczej da się, a trasa do Sierakowa poprzez Szamotuły, Ostroróg itp (chynchami) okazała się bardzo malownicza, polecam!
elo!
// Oczywiście zrobiliśmy sobie zdjęcia na wieśniaka rowerem u celu, ale ich nie wrzucę bo tego byłoby za dużo ;)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz